Kamery

login i haslo: gosc

używać Internet Explorer-a

Najnowsze fotki

ALE KINO!
Spis treści
ALE KINO!
Czytaj dalej:
Wszystkie strony


Niezwykły wynalazek z końca XIX wieku. Aparat do rejestrowania i odtwarzania ruchomych obrazów. Najpierw w 1886 roku spróbowali tego typu urządzenie skonstruować Ottomar Anschűtz i Stanisław Jurkowski. W 1892 roku prototyp kinematoskopu wykonał Thomas Edison. Wszystko jednak tak naprawdę zaczęło się w lutym 1895 roku. Wtedy to bracia August i Luis Lumiėre opatentowali kinematograf. Dzięki temu 28 grudnia 1895 roku mogła się odbyć w Paryżu pierwsza publiczna projekcja wykonanego takim kinematografem filmu pt. ”Wyjście robotnic z fabryki w Lyonie”. Trwała ta projekcja całe dwie minuty i wzbudziła niemałą sensację.


Z początkiem XX wieku zaczęły się pojawiać pierwsze filmy inscenizowane. Próbuje się też nieśmiało stosować przy ich nakręcaniu  różnego rodzaju triki i efekty specjalne. Od 1912 roku wyświetla się już w licznych salach kinowych w Europie i w Ameryce filmy pełnometrażowe. Warto tu nadmienić, że istniejące w Szczecinie kino „Pionier” zostało uznane za najstarsze, nieprzerwanie działające kino na świecie, za co przyznano mu certyfikat wystawiony przez Guinness World Records. Kino to, uruchomione w 1909 roku obchodzi obecnie setną rocznicę istnienia. Niewiele młodsze od niego były krakowskie kina – „Uciecha” /1912 r./ i Wanda” /1913 r./ W tym ostatnim mieści się teraz niestety, duży sklep spożywczy.
W 1922 roku pojawiły się pierwsze filmy dźwiękowe. Później przyszedł czas na kolejne udoskonalenia – kolor, panoramiczny obraz i dźwięk stereo. Obecnie próbuje się również wyświetlania filmów z zastosowaniem efektów umożliwiających widzenie trójwymiarowe.

W Jaśkowicach też było kiedyś kino. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych dwudziestego wieku cieszyło się nawet sporą popularnością. Było to ruchome kino objazdowe.
Cofnijmy się więc w czasie o jakieś tam czterdzieści, czy może nawet i pięćdziesiąt lat. Jest czwartkowy wieczór i pod budynek „Kąpieli” podjeżdża ciągnięta przez jednego konia furmanka. Z wozu zeskakuje najpierw furman, a za nim powolutku i dostojnie schodzi Pan Skrzyński. Pan Skrzyński to jak na owe czasy nie byle kto. Jest kinowym operatorem. Odciąga przykrywającą wóz plandekę i wraz z furmanem biorą się do roboty. Pomagają im biegający wokół budynku chłopcy. Ściągają z wozu ciężkie walizy i kufry. Wnoszą to wszystko do niezbyt wykwintnej sali i ustawiają na wskazanych przez Pana Skrzyńskiego miejscach. Na sceniczny podest wędruje projektor filmowy. Ustawia się go na niezbyt imponująco wyglądającym stole. Pan Skrzyński z wielką wprawą zakłada na wystające z aparatu widełki, wydobytą z okrągłej blaszanej kasety taśmę filmową. Trzeba ją umiejętnie przeprowadzić przez wiele wpustów i zaczepów tak, aby mogła równomiernym tempem przewijać się i być we właściwym miejscu podświetlana przez ostrą wiązkę światła, wydobywającą się z głębi wyposażonego w zestaw soczewek projektora. Furman pomaga ustawić głośnik i spina go kabelkiem z filmowym projektorem. Jacyś nieco bardziej wyrośnięci chłopcy szamocą się ze sporej wielkości białym prześcieradłem, chcąc za wszelką cenę zawiesić je na przeciwległej ścianie. To obszyte od dołu prostymi frędzelkami prześcieradło, stanie się za chwilę kinowym ekranem. Ekran w końcu zawisa na ścianie. Projektor z taśmą filmową gotowy i podłączony do prądowego gniazdka. Głośnik podpięty do projektora. Pan Skrzyński włącza maszynerię. Snop światła pędzi ku przeciwległej ścianie zmieniając się po drodze w prostokątny ekranik. Jeszcze tylko regulacja ostrości i głośności. Aparat zarzęził, głośnik zacharczał, światło przebiło się przez wznieconą niezbyt czystymi butami kinomaniaków chmurkę kurzu. Wszystko gra. Ktoś krzyczy, że pora zaczynać. Zaraz, zaraz! A bilety? Siada Pan Skrzyński przy malutkim stoliczku, stojącym obok wejściowych drzwi i wyciąga ze skórzanej raportówki biletową rolkę. Odrywa kolejne paski biletów i kasuje za nie po cztery polskie złote /równowartość dwóch paczek herbatników „petit beurre” albo połówki dużego chleba/. Bilety sprzedane. Widzowie siedzą już na rozchwierutanych i trochę „charpętnych” ławkach. Ale kino ciągle jeszcze nie rusza z kopyta. Pan Skrzyński czeka, aż się mocniej ściemni, bo okna budynku nie są wyposażone w zasłony. W tamtych dość siermiężnych czasach nie wszędzie można było sobie pozwolić na taki luksus. Wreszcie można zaczynać. Sprzęt przygotowany, pieniądze za bilety skasowane, mrok zapadł, kino ruszyło. Aparat pobrzękuje miarowo i pomrukuje. Czasem się coś tam w nim zatnie, czasami zerwie się taśma. Wtedy musi być chwila przerwy w projekcji. Głośnik charczy niczym szpitalny  pacjent z ostrą niewydolnością krtani i tchawicy. Obraz na ekranie taki sobie, nie wszyscy rozumieją o co chodzi, ale w końcu jest się w kinie i to jest najważniejsze. Jeśli na ekranie nie pokazuje się bitki lub strzelaniny, to opinie o filmie na drugi dzień nie będą pochlebne i w następny czwartek frekwencja z tego powodu może być o wiele gorsza.